W Lubinie nie ma wojny polsko-polskiej

W latach 80. był Pan zaangażowany w działalność opozycyjną, m.in. w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów. Jak tamte doświadczenia wpłynęły na Pana późniejszą działalność samorządową? 

Tu państwa zaskoczę, dlatego że oprócz tego, że byłem działaczem antykomunistycznym – co zostało potwierdzone przyznaniem mi przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Krzyża Wolności i Solidarności – to również byłem, jednym z pierwszych chyba w Polsce, autorem, którzy naukowo zajmowali się zagadnieniami samorządności. Moja praca magisterska dotyczyła powstania samorządu galicyjskiego w 1867 roku i okazało się to zapowiedzią tego, czym będę się zajmował w życiu. Pisałem tę pracę pod kierunkiem profesora Adama Galosa, znanego niemcoznawcy. Przewertowałem całą literaturę na ten temat, bo pierwsze formy polskiej samorządności kiełkowały właśnie tam, w XIX wieku. 

 

Był Pan pierwszym niekomunistycznym prezydentem Lubina po 1989 roku. Jakie wyzwania napotkał Pan podczas transformacji ustrojowej na poziomie lokalnym? 

Byłem zaangażowany w liczne projekty polityczne na terenie Lubina, w różnych kołach opozycyjnych, które działały tu antykomunistycznie w latach 80. Byłem osobą, która łączyła szereg tych środowisk, w związku z tym naturalnie stawałem się liderem politycznym i kiedy w 1989 roku doszło do formowania przyszłości ustrojowej kraju, czynnie się w to włączyłem. Zostałem przewodniczącym Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”, a w roku 1990 zostałem wybranym przez radnych na pierwszego niekomunistycznego prezydenta Lubina. 

To była zmiana ustrojowa, czyli tak naprawdę rewolucyjna. Wszyscy uczyliśmy się, czym jest samorząd. Wszyscy popełnialiśmy też dużo błędów, ale – w odróżnieniu od dzisiejszych polityków – mieliśmy odwagę się do tych błędów przyznawać. Nikt nie miał o nie do nas pretensji, bo nikt przed nami nie budował samorządności w Polsce. 

 

Pamięta Pan pierwsze dni po objęciu urzędu prezydenta? 

Ustawodawca na tyle wzmocnił pierwszych prezydentów, burmistrzów, wójtów, że mieliśmy prawo zwolnić wszystkich urzędników. I to zrobiliśmy – w pierwszym tygodniu wszyscy otrzymali wypowiedzenia. Na zbudowanie urzędu mieliśmy trzy miesiące i to był czas selekcji urzędników, wprowadzania nowych ludzi i zmniejszania składu osobowego. Gdy przyszedłem do urzędu, zaskoczyła mnie jego wielkość: to było ponad dwadzieścia wydziałów, ponad dwudziestu naczelników! Takie rozdrobnienie decyzyjności powodowało chaos, więc przygotowałem reorganizację, po której skończyło się na pięciu wydziałach. 

Wszyscy byliśmy młodzi. Miałem 28 lat, pełniłem urząd prezydenta i jednocześnie byłem radnym, bo wówczas można było łączyć te dwie funkcje. Średnia wieku w radzie wynosiła około 35 lat. To była młoda krew, byliśmy przygotowani na rewolucję i pasował nam ten klimat głębokich zmian, których mogliśmy dokonać. Mieliśmy wtedy dużo więcej do powiedzenia, jeśli chodzi o samorządność, natomiast mniej kompetencji prawodawczych, czyli mniejszą odpowiedzialność w przestrzeni publicznej niż dzisiaj. 

 

Jest Pan prezydentem Lubina z przerwami od 1990 roku. Jakie zmiany w mieście uważa Pan za najważniejsze w trakcie swojej kadencji? 

Scalenie miasta. Mamy nieco inną sytuację niż szereg miast w Polsce, dlatego że Lubin jest miastem praktycznie budowanym od zera, od lat 60. To była mała miejscowość, która nie miała miejskiego klimatu. Rozwijała się w oparciu o osiedla robotnicze, nie było wspólnych układów komunikacyjnych, nie było też komunikacji miejskiej, bo ta została powołana przez samorząd dopiero w 1994 roku. Wtedy to nie było miasto, a raczej zlepek osiedli. 

 

Wprowadził Pan w Lubinie bezpłatną komunikację miejską oraz zniósł podatek od nieruchomości. Co skłoniło Pana do podjęcia takich decyzji i jakie były ich efekty dla mieszkańców? 

Niezmienne domagałem się równości praw. Gdy stanęliśmy przed koniecznością kolejnej podwyżki cen biletów, dokonałem głębokiej analizy. Już wtedy komunikacja miejska w większości była dotowana przez miasto. Wpływy z biletów pokrywały jedynie 30% kosztów i to są wielkości porównywalne chyba w każdym mieście w Polsce. Do tego różne grupy społeczne korzystały z licznych ulg ustawowych na przejazdy, więc tak naprawdę komunikację miejską utrzymywali ci, którzy pracują, finansują miasto i rozbudowują jego przyszłość. Podjąłem więc polityczną decyzję, że wprowadzę bezpłatną komunikację. Przekonałem do tego radnych, uchwała została przyjęta i obowiązuje ona już ponad dziesięć lat.  

Z kolei podatek od nieruchomości, takich jak mieszkania, garaże i inne, które pełnią funkcje związane z mieszkalnictwem, był mikroskopijnym dochodem w budżecie miasta, ale za to uporczywym obciążeniem organizacyjnym. Wpływy z niego częstokroć nie pokrywały kosztów jego obsługi. Proszę pamiętać, że w Polsce podatek od mieszkania wynosi około złotówki za metr kwadratowy. Dla nas był to podatek uciążliwy i kompletnie nieefektywny skarbowo.  

 

Jako lider Bezpartyjnych Samorządowców dąży Pan do odpartyjnienia samorządów. Jakie korzyści, Pana zdaniem, niesie ze sobą taka inicjatywa dla lokalnych społeczności? 

O ile parlamentaryzm jest naturalną rzeczą w rozwoju państwa, o tyle w samorządzie jest to kompletna bzdura – samorządy często cierpią przez uwikłanie w politykę ogólnokrajową. Do nikogo nie trafiają apele o to, by rząd prowadził politykę otwartych drzwi dla samorządów, bez względu na to czy one ten rząd popierają, czy są w opozycji. Gdyby odpartyjniono samorządy i działałyby w nich wyłącznie lokalne struktury społeczne i polityczne, niezwiązane z bieżącą polityką partyjną w parlamencie polskim, to znacznie ułatwiłoby rozwój miastom, a w konsekwencji rozwój państwa polskiego. Ten partyjny opór jest zresztą naturalny. Gdybyśmy przy obalaniu komunizmu przyjęli założenie „oni są za twardzi”, to nic byśmy nie wskórali. Opór jest, nie ma się czemu dziwić. Trzeba go po prostu konsekwentnie kruszyć. 

Myślę, że obywatele do końca tego nie rozumieją, ponieważ oni nie żyją polityką i zresztą słusznie. Tych politycznych niuansów nie da się przełożyć na treść życia codziennego. W dodatku te szczegóły nie trafiają do centralnych mediów – one nie są zainteresowane brakiem napięć, więc nieskonfrontowany z rządem samorząd nie ma dla nich wartości medialnej. 

 

Jakie cele stawia Pan przed ruchem Bezpartyjnych Samorządowców w kontekście przyszłych wyborów parlamentarnych? 

Ważna jest konsolidacja różnych ruchów społecznych, które są dziś aktywne w Polsce. To też nie jest łatwe, ponieważ każda konsolidacja polega na tym, że trzeba z czegoś zrezygnować. Szereg organizacji, z których każda ma jakiś naczelny priorytet, musi zrozumieć, że nie da się wprowadzić w życie wszystkich swoich celów społecznych i politycznych; z części trzeba zrezygnować. Ustępstwa nie przychodzą łatwo i taka rozmowa jest trudna w rodzinie, a co dopiero w życiu społecznym…  

 

Jakie są Pana plany dotyczące dalszego rozwoju Lubina i jakie inicjatywy zamierza Pan wprowadzić w najbliższych latach?   

Nigdy nie przedstawiam projektów, dopóki ich nie ukończę.   

 

Co uważa Pan za swoje największe osiągnięcie w dotychczasowej karierze samorządowej? 

Myślę, że niezaangażowanie miasta w spory ideologiczne, które niszczą tkankę społeczną. Udało nam się zachować Lubin jako całość – nie jest wewnętrznie podzielony ani skłócony. Nie ma tutaj tych ostrych podziałów, wręcz nienawistnych i demonstracyjnych, które są widoczne w wielu innych miastach – to rzadkość w Polsce. Mimo wielu prób wprowadzenia mnie czy mojego zespołu w różne polityczne gry, miasto zostało uchronione. W Lubinie nie ma wojny polsko-polskiej. Być może ona się rozgrywa na ekranie telewizorów, ale nie na naszych ulicach.  

 

Jakie wartości są dla Pana najważniejsze w pracy na rzecz społeczności lokalnej? 

Troska. To słowo rzadko już używane, ale bardzo ważne i wciąż potrzebne. 

 

Jakie wyzwania stoją przed polskim samorządem w najbliższych latach i jak zamierza Pan im sprostać? 

Prawdziwym celem politycznym prezydentów, burmistrzów i wójtów jest podnoszenie jakości życia mieszkańców. Tymczasem obserwujemy, że oświata publiczna jest od lat niereformowalna. Każdy rząd praktycznie blokuje zmiany w niej i próbuje ją politycznie wikłać, ogranicza nam też możliwości zarządzania tą domeną. W efekcie obserwujemy gwałtowny rozwój oświaty prywatnej, a publiczna niestety karleje i staje się coraz mniej atrakcyjna dla ambitnych rodziców. Przenoszą oni swoje dzieci do prywatnych szkół i ten proces niestety przyspiesza. A jest to rzecz bardzo niebezpieczna, bo wprowadza trwały podział społeczny na obywateli dobrze i słabo wykształconych. 

Dzieje się tak nie dlatego, że u władzy było Prawo i Sprawiedliwość, bo to zjawisko dalej nabiera na sile. Kryzys nie wynika też z tego, że nauczyciele nie chcą pracować w publicznych szkołach, tylko z tego, że rząd poddaje oświatę ciągłym eksperymentom. Leszek Miller był pierwszym, który ponad dwadzieścia lat temu, jako premier, zaczął nam ograniczać możliwości rozwoju oświaty i praktycznie wyrzucił samorządowców z zarządzania regionalnymi środkami na ochronę zdrowia. Skutek jest taki, że dziś około ośmiu milionów Polaków leczy się wyłącznie prywatnie. To samo stanie się z oświatą. Przełamanie izolacji samorządu w tej dziedzinie jest moim zdaniem największym dziś wyzwaniem dla władz publicznych – z punktu widzenia zarówno polityki, jak i bieżącego zarządzania. 

 

W lutym 2024 roku media informowały o nielegalnej inwigilacji Pana osoby przez służby specjalne. Jakie działania podjął Pan w odpowiedzi na te doniesienia i jaki jest obecny stan tej sprawy? 

Ta sprawa jest w prokuraturze. Prokurator uznał mnie za pokrzywdzonego, co oznacza, że wszystko to zostało po prostu wyprodukowane przez pewną grupę ludzi. Teraz prokuratura zbiera kolejne dowody na to, że doszło do kreowania fałszywej rzeczywistości. 

 

W kontekście zarzutów dotyczących nielegalnej inwigilacji złożył Pan pozwy przeciwko mediom. Jakie są Pana oczekiwania wobec tych postępowań sądowych?  

Mam nadzieję, że szybko się zakończą, bo sprawa jest czysta i nieskomplikowana. Wszyscy wiedzą, że to nie były żadne podsłuchy, tylko materiały wyprodukowane na zlecenie. Sąd dokona teraz oceny i wyda wyrok. 

 

Rozmawiała Urszula Barbara Krawczyk 

Like this article?

Share
Share

Leave a comment