Nie mamy kultu techniki. Mamy kult gadżetów
Ewa Mańkiewicz-Cudny o polskich inżynierach, edukacji, innowacyjności i odpowiedzialności za sztuczną inteligencję
Polska potrafi kształcić znakomitych inżynierów, lecz zbyt rzadko zamienia ich wiedzę w produkty, przemysł i trwałą przewagę gospodarczą. Dlaczego po transformacji osłabł prestiż zawodów technicznych? Co szkoła robi z naturalną ciekawością dzieci? I czy sztuczna inteligencja nie odbierze nam umiejętności samodzielnego myślenia? O technice jako fundamencie rozwoju państwa Urszula Krawczyk rozmawia z Ewą Mańkiewicz-Cudny, prezes Federacji Stowarzyszeń Naukowo-Technicznych NOT.
Kobieta w świecie, który długo należał do mężczyzn
Urszula Krawczyk: Zaczęłyśmy od doświadczenia kobiety w świecie nauki i techniki, który przez wiele lat był niemal wyłącznie męski. Czy Pani odczuwała te bariery?
Ewa Mańkiewicz-Cudny: Oczywiście, chociaż chyba od początku miałam charakter, który nie pozwalał mi łatwo się zniechęcić. Na fizyce kobiet nie było wiele, a zdarzali się profesorowie, którzy otwarcie dawali nam do zrozumienia, że nie jest to miejsce dla nas. Jeden z wykładowców potrafił wejść na salę, spojrzeć na studentki i zapytać: „A co wy tu robicie?”. Dzisiaj takie zachowanie byłoby nie do pomyślenia.
Duży wpływ miało na mnie wychowanie. Byłam trzecią córką ojca, który marzył o synu, ale nigdy nie traktował mnie tak, jakbym miała być słabsza czy mniej samodzielna. Raczej pytał: „Co, nie wejdziesz na to drzewo?”. Od małego organizowałam innych. W harcerstwie bardzo szybko zostałam zastępową, a mając szesnaście lat, faktycznie prowadziłam obóz. Nie bałam się brać odpowiedzialności.
Ta gotowość do organizowania ludzi przydała się później w pracy?
Ewa Mańkiewicz-Cudny: Tak. Z wykształcenia miałam być fizykiem, ale w 1968 roku katedra, w której przygotowywałam pracę magisterską, rozpadła się po wyjeździe mojego promotora. Trafiłam do „Horyzontów Techniki”. Wcześniej już tam pisałam, a moja dawna polonistka uważała, że mam dobry styl i umiejętność wyjaśniania trudnych rzeczy. Tak zaczęła się moja droga w prasie technicznej.
Zboczyłam z niej na prawie pięcioletnią przerwę, żeby poznać przemysł od środka. Pracowałam w zjednoczeniu Mera, jeździłam na targi do Hanoweru i Paryża, uczestniczyłam w rozmowach gospodarczych. To dało mi doświadczenie, którego nie zdobywa się wyłącznie na uczelni ani w redakcji.
Polska jest romantyczna, nie pozytywistyczna
Czy głos inżynierów i techników jest dziś w Polsce wystarczająco słyszany?
Ewa Mańkiewicz-Cudny: Uważam, że prawie wcale. W Polsce nigdy nie było silnego kultu techniki. Jesteśmy raczej romantykami niż pozytywistami. Patriotyzm łatwiej kojarzymy z heroicznym zrywem niż z wieloletnią, żmudną pracą, która pozwala coś zbudować i utrzymać. Być może czas to zmieni.
II Rzeczpospolita to był okres, gdy państwo chciało dokonać skoku cywilizacyjnego i rozumiało, że musi oprzeć się na inżynierach. Wielu ministrów odpowiedzialnych za przemysł, gospodarkę czy energetykę miało wówczas wykształcenie techniczne. Po transformacji prestiż inżyniera bardzo zmalał. Słyszeliśmy nawet, że najlepszą polityką przemysłową jest brak polityki przemysłowej.
Jednocześnie od lat mówimy o innowacyjności. Powstają strategie, programy i kongresy. Dlaczego nie przynoszą przełomu?
Ewa Mańkiewicz-Cudny: Bo innowacyjność nie powstaje od samego mówienia. Pieniądze europejskie bardzo zmieniły infrastrukturę i unowocześniły wiele obszarów, ale nie doprowadziły do najważniejszego: żeby rozwiązanie powstałe w polskim laboratorium było później produkowane przez polską fabrykę i sprzedawane na świecie.
Mamy skłonność do dzielenia niewystarczających środków po trochu między wszystkich. Tymczasem wdrożenie wymaga koncentracji pieniędzy, cierpliwości, decyzji i podjęcia ryzyka. Bez tego nawet znakomity wynalazek pozostaje demonstratorem, patentem albo tematem konferencji. Polska zna wiele takich historii — od technologii materiałowych po rozwiązania energetyczne.
Czyli problemem nie jest brak polskiej myśli technicznej?
Ewa Mańkiewicz-Cudny: Nie. Polscy inżynierowie odnoszą ogromne sukcesy, również za granicą. Od lat organizujemy Światowe Zjazdy Inżynierów Polskich i widzę skalę ich dorobku. Często są to ludzie wykształceni w Polsce, którzy dopiero poza krajem znaleźli warunki do prowadzenia badań, budowania zespołów i wdrażania pomysłów. Pytanie brzmi: dlaczego nie potrafiliśmy stworzyć im takich możliwości tutaj?
My technikę bardzo chętnie konsumujemy. Każdy chce mieć nowy telefon czy kolejne urządzenie. Ale to jest kult gadżetów, nie kult techniki.
Ewa Mańkiewicz-Cudny
Kult techniki zaczyna się wtedy, gdy pytamy: jak to działa, kto to zaprojektował, gdzie zostało wyprodukowane i co możemy stworzyć sami.
NOT ma markę, ale opinie inżynierów zbyt często trafiają do szuflady

Jak pozycja NOT zmieniła się po transformacji ustrojowej?
Ewa Mańkiewicz-Cudny: Dziś jesteśmy jedną z wielu organizacji pozarządowych. Nadal otrzymujemy projekty do opiniowania, jesteśmy zapraszani do zespołów i uczestniczymy w programach strategicznych. Chciałabym jednak częściej zobaczyć, że z tych opinii wynikła konkretna decyzja. Za rzadko można później powiedzieć: inżynierowie rekomendowali takie rozwiązanie i państwo je zastosowało. Stosuje się bowiem to, co odpowiada politykom w danej chwili.
Jednocześnie marka NOT w środowisku technicznym pozostaje silna. Jeżeli ktoś chce uzyskać rzetelną opinię dotyczącą polskiego rozwiązania, inwestycji czy ekspertyzy, nadal zwraca się do naszych specjalistów. Organizujemy Kongresy Techników Polskich, których tradycja sięga pierwszego zjazdu z 1882 roku, oraz Światowe Zjazdy Inżynierów Polskich. To jest ciągłość działalności środowiska, która przetrwała zabory, niepodległość, PRL i transformację.
Pani od wielu lat kieruje federacją złożoną z różnych stowarzyszeń, środowisk i pokoleń. Jak się zarządza taką organizacją?
Ewa Mańkiewicz-Cudny: Stowarzyszenie nie jest firmą. Ludzie zapisują się dobrowolnie, bo chcą coś zrobić razem. Muszą więc widzieć sens udziału: dostęp do wiedzy, możliwość spotkania osób o podobnym poziomie przygotowania, dyskusję i poczucie, że robią coś dla wspólnego dobra.
Staram się nie narzucać swojego zdania, ale potrafię je wprowadzić w życie. Kiedy kandydowałam po raz kolejny na funkcję prezesa, miałam dwóch znacznie młodszych kontrkandydatów. Usłyszałam później od delegatów: wybraliśmy ciebie, bo wiemy, że działasz na rzecz wspólnego dobra, a nie własnego interesu. To było dla mnie bardzo ważne.
Szkoła nie może zabijać ciekawości
Czy młodzi ludzie nadal chcą studiować kierunki techniczne?
Ewa Mańkiewicz-Cudny: Część wybiera je, bo liczy na dobrą pracę i zarobki. Problem zaczyna się wcześniej: fizyka i matematyka są w szkołach zbyt słabe, a system nauczania raczej nie rozwija ciekawości i kreatywności.
Od wielu lat organizuję konkurs „Młody Innowator” pod hasłem „Mam pomysł na innowacyjne rozwiązanie”, skierowany do uczniów szkół podstawowych, liceów i techników. Kiedy oglądam ich prace, widzę bardzo wyraźnie: im młodsze dzieci, tym więcej mają ciekawych i oryginalnych pomysłów. W kolejnych latach szkoła zbyt często tę kreatywność wygasza.
Co należałoby zmienić?
Ewa Mańkiewicz-Cudny: Nie wystarczy w fizyce podać uczniowi wzór. Trzeba nauczyć go rozumieć, skąd się wziął, tak aby samodzielnie dojść do rozwiązania. Matematyka i fizyka wymagają ćwiczenia. Sama rozwiązałam setki zadań nie dlatego, że wszystkie były zadane, lecz dlatego, że chciałam zrozumieć. Na egzaminie można zapomnieć wzoru, ale jeśli rozumie się zjawisko, można go wyprowadzić. W naukach ścisłych o to nam chodzi.
Martwi mnie przekonanie młodych ludzi, że nie muszą niczego pamiętać, bo wszystko znajdą w internecie. Za chwilę mogą nie wiedzieć, czego szukać. Żeby zadać dobre pytanie, trzeba mieć podstawową wiedzę o świecie i świadomość, że dane zjawisko istnieje. Potrzebne jest także krytyczne podejście do uzyskanych informacji i sprawdzanie ich w innych źródłach.
Czy będziemy potrzebowali fitnessu dla mózgu?
Sztuczna inteligencja wspiera rozwój techniki czy staje się dla niego zagrożeniem?
Ewa Mańkiewicz-Cudny: Rozwoju nie da się zatrzymać. Sztuczna inteligencja może bardzo pomóc, ale musimy podchodzić do niej odpowiedzialnie. Na konferencje dotyczące AI zapraszam nie tylko technologów, lecz także etyków. Dobry inżynier musi być humanistą w tym znaczeniu, że odpowiada za skutki tego, co tworzy.
Najważniejsze są odpowiedzialność i uczciwość. Twórca powinien zadać sobie pytanie, czemu jego rozwiązanie może służyć, pokazać dobrą drogę wykorzystania i jasno nazwać tę złą. Nie możemy rozwijać technologii w kierunku zagłady, lecz w kierunku rozwoju człowieka.
Obawia się Pani, że AI ograniczy naszą samodzielność?
Ewa Mańkiewicz-Cudny: Tak. Technika od początku miała ułatwiać życie. Kiedy ograniczyliśmy wysiłek fizyczny, okazało się, że musimy sztucznie wrócić do ruchu: chodzimy na siłownie, biegamy, ćwiczymy. Zastanawiam się, czy za jakiś czas nie będziemy potrzebowali podobnego fitnessu dla mózgu, ponieważ sztuczna inteligencja zacznie wykonywać za nas zbyt wiele pracy intelektualnej i oduczy ludzi myślenia.
Dlatego trzeba ćwiczyć pamięć, czytać, rozwiązywać problemy i mieć zajęcia, które angażują ręce, mózg i uwagę. Ja odpoczywam w ogrodzie i w kuchni. Lubię dawny wiejski ogród pełen kwiatów, gotowanie dla kilku bliskich osób i robienie przetworów. Takie czynności utrzymują kontakt z rzeczywistością, której nie da się sprowadzić do ekranu otaczających nas urządzeń technicznych.
Technika musi służyć człowiekowi
Jaką rolę technika powinna odegrać wobec zmiany klimatu i problemów energetycznych?
Ewa Mańkiewicz-Cudny: Mamy dwa zadania. Po pierwsze, musimy wykorzystać wiedzę i narzędzia, żeby przystosować ludzi, miasta i gospodarkę do zmiany klimatu. Po drugie, nie możemy swoim działaniem jeszcze bardziej przyspieszać zmian. To wymaga słuchania głosu inżynierów oraz odpowiedzialnych decyzji politycznych i społecznych opartych na wiedzy, a nie krótkotrwałych korzyściach.
Technika decyduje nie tylko o gospodarce i poziomie życia. Zmienia komunikację, kulturę, relacje społeczne i sposób myślenia. Problem polega na tym, że rozwija się szybciej, niż człowiek potrafi przyswoić skutki tej zmiany. Każdy wynalazek może służyć dobru albo zostać użyty przeciwko ludziom. Ostatecznie zawsze wracamy do odpowiedzialności.
Najtrudniejsza decyzja i decyzja, z której jestem dumna
Która decyzja podczas Pani prezesury była najtrudniejsza?
Ewa Mańkiewicz-Cudny: Sprawa Muzeum Techniki. Po wojnie powierzono NOT stworzenie i prowadzenie takiego muzeum, przydzielając miejsce i gwarancję dofinansowania w Pałacu Kultury i Nauki. NOT jako organizator zgromadził ponad piętnaście tysięcy eksponatów, w tym obiekty unikatowe dla historii polskiej techniki. Przez lata walczyłam o środki wystarczające przynajmniej na jego trwanie, ale w pewnym momencie finansowanie zostało przerwane, a zadłużenie zaczęło zagrażać majątkowi federacji, czyli jej istnieniu.
Musiałam podjąć decyzję o przekazaniu zbiorów państwu i wynegocjować sprawę uregulowania zobowiązań. To trwało ponad rok, obejmowało rozmowy i komisje sejmowe. Był to ogromny stres. Kilka miesięcy po zakończeniu tego procesu trafiłam do szpitala z chorobą nowotworową. Nie twierdzę, że jedno wynikało z drugiego, ale organizm niewątpliwie zapłacił za tamto napięcie.
A z czego jest Pani szczególnie dumna?
Ewa Mańkiewicz-Cudny: Z doprowadzenia do postawienia w Warszawie pomnika Piotra Stanisława Drzewieckiego — inżyniera, pierwszego prezydenta Warszawy po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku i twórcy Polskiego Komitetu Normalizacyjnego. To właśnie jest przykład postaci, o których powinniśmy pamiętać: ludzi łączących wiedzę techniczną, sprawność organizacyjną i odpowiedzialność publiczną.
Czego zatem najbardziej potrzebuje dziś Polska?
Ewa Mańkiewicz-Cudny: Większego szacunku dla wiedzy technicznej i umiejętności przekładania jej na decyzje, które dadzą pozytywne skutki społeczeństwu, a nie politykom. Nie wystarczy zapraszać inżynierów do opiniowania. Trzeba ich słuchać, inwestować w wybrane rozwiązania, rozwijać przemysł i uczyć młodych ludzi myślenia. Bez techniki nie będzie bezpieczeństwa energetycznego, konkurencyjnej gospodarki ani odpowiedzialnej odpowiedzi na sztuczną inteligencję i łagodzenia skutków zmian klimatu.
Rozmawiała: Urszula Krawczyk
redaktor naczelna Magazynu Czerwona Szpilka
Ewa Mańkiewicz-Cudny
Fizyczka z wykształcenia, dziennikarka i działaczka ruchu stowarzyszeniowego inżynierów. Prezes Federacji Stowarzyszeń Naukowo-Technicznych NOT. Przez lata związana z prasą techniczną, m.in. z „Horyzontami Techniki”. Inicjatorka i organizatorka przedsięwzięć integrujących polskich inżynierów w kraju i za granicą, w tym Kongresów Techników Polskich i Światowych Zjazdów Inżynierów Polskich. Zaangażowana w popularyzację techniki, edukację młodzieży oraz budowanie odpowiedzialności zawodowej inżynierów.



Opublikuj komentarz